Pomyślałam, że dobrze by było zacząć od krótkiego wytłumaczenia kim tak naprawdę jestem żeby się Wam tu mądrzać :). No dobra, krótko nie będzie,  krócej jest w zakładce O mnie, kto chce poznać szczegóły zapraszam do dalszej lektury.

W swojej karierze zawodowej miałam szczęście trafiać na ludzi, którzy we mnie wierzyli i mi ufali, dzięki nim miałam okazję w bardzo krótkim czasie zobaczyć i nauczyć się naprawdę wiele, nie zawsze była to przyjemna nauka, ale dzięki niej przeszłam szybkie lekcje „kariery”.

Z wykształcenia i zawodu jestem informatykiem (mogłabym napisać, a może i powinnam, że informatyczką, ale tak nie lubię tego słowa, że będę go unikać).
Zajmuję się mało popularną technologią, więc nie będę zanudzać nikogo szczegółami mojej pracy.
Idąc do pierwszej pracy praktycznie nie znałam tej technologii, zaryzykowałam, inni też zaryzykowali dając mi szansę. Był to rok ciężkiej nauki, wielu trudnych wyzwań, nauki odpowiedzialności za swoją pracę.
Nie było łatwo, tak mi się wtedy wydawało, ale później przyszedł czas na zmianę pracy i wtedy to zrozumiałam: ciężka praca dopiero się zaczyna. Całkowita zmiana, zupełnie inne obowiązki, nowe doświadczenia, Za mną rok pod hasłem praca, rok, w którym poza nią niewiele się liczyło, bo na nic nie miałam czasu. Musiałam zapomnieć co to pasja (bo to żadna przyjemność ciągle rezygnować z zaplanowanych zajęć, lepiej zrezygnować całkowicie), co to znajomi (umawianie się z kilkutygodniowym wyprzedzeniem tylko po to żeby w ostatniej chwili przełożyć spotkanie), co to czas wolny (po co to komu skoro można robić nadgodziny). Za to nauczyłam się co to stres, odpowiedzialność i wyczerpanie psychiczne.
Nie będę nikogo oszukiwać, że to było przyjemne, zdarzały się dni, kiedy wracałam z pracy płacząc, choć nie, płacz to złe określenie, rycząc, warto dodać, że do domu wracam prawie dwie godziny, w tłumie ludzi, ale to nie było istotne, miałam tak wszystkiego dość, że to się dla mnie nie liczyło.
Ale zdecydowanie tego nie żałuję, dzięki temu dużo się nauczyłam, poznałam siebie i stałam się silniejsza.

No dobra, ale ciągle nie powiedziałam czym się zajmowałam

Byłam administratorem sytemu jednej z firm telekomunikacyjnych. Mało kobiece zajęcie, co? :)
W kilka miesięcy od osoby, która nic nie wiedziała, stałam się osobą odpowiedzialną w pewnym sensie za rozliczanie milionów. Czy to mądre? Pozostawię to bez komentarza.
Na pomoc mogłam liczyć tylko jeśli ją wyprosiłam od innych, nauczyłam się chować dumę do kieszeni i ciągle powtarzać, że nic nie wiem. Nie umiałam wiele, a musiałam uczyć i pomagać innym. Szybko usłyszałam, że dobrze sobie radzę dlatego chcieliby żebym została kimś na kształt team leadera. Serio? Inna sprawa, że innym razem usłyszałam od kierownika, że miał co do mnie spore wątpliwości, ale ta rozmowa miała na celu podkopanie mojej wiary w siebie, ale to temat na osobny wpis.
Odkryłam, że lubię pracę z ludźmi, zarządzanie nimi i bardzo dobrze mi to idzie, pewnie w innej sytuacji nie miałabym okazji się tego dowiedzieć. Doczekałam się statusu zastępcy głównego administratora, choć tak naprawdę to ja miałam największą wiedzę, to ja ciągle musiałam odpowiadać na pytania głównego administratora, choć pracowałam bardzo krótko i według mnie ten tytuł to jeden wielki żart. A może żartem jest to, że za tak poważne sprawy odpowiadał ktoś z tak małym doświadczeniem i wiedzą?

Poza standardowym 8 godzinnym dniem pracy, musiałam być gotowa na wszelkie ewentualności, jeśli trzeba pracować do 3 rano, nie ma problemu, muszę to zrobić, a następnego dnia znowu pojawić się o 9. Jeśli trzeba zostać po godzinach, oczywiście dobrze by było żebym tym razem (znowu) to była ja, w końcu to ja wiem najwięcej, a nie możemy sobie pozwolić żeby coś poszło nie tak. Poza zwykłymi obowiązkami, dochodziły jeszcze wszystkie sprawy papierkowe, prezentacje, spotkania, kontakt z klientem, wszystko na mojej głowie, bo przecież zrobię to najlepiej. A przecież nie byłam jedyną osobą w zespole.

Jesteś kobietą, więc dla Ciebie będą milsi, bo jeszcze się obrazisz

Klient też nie należał do najmilszych, wręcz przeciwnie, ciągle słyszałam, że dzięki niemu w przyszłości będzie mi łatwiej, gorzej już nie będzie. Zdarzyło mi się przez niego popłakać, jeden raz, potem zmienił podejście, a może to ja zmieniłam podejście do niego, to też dobra lekcja, bo nawet na najgorszego znajdzie się sposób.

Kiedy zdecydowałam się odejść, nagle zapanował chaos, teraz trzeba tyle obowiązków podzielić, nie ma kto się tym zajmować, a przecież ja jedna musiałam się tym zajmować do tej pory. Moja rezygnacja spotkała się z różnymi reakcjami, otrzymałam wsparcie, jak i zdecydowane niezrozumienie, bo przecież o co mi chodzi, jest tak fajnie. Zdecydowanie nie było.

Jednak nie żałuję tego wszystkiego, gdyby nie ostatni rok, nie nauczyłabym się tyle, przede wszystkim radzenia sobie z innymi, nieraz ciężkimi przypadkami, postępowania w stresujących sytuacjach, pracy pod presją czasu. Poznałam siebie i stałam się silniejsza. W innych okolicznościach nie nauczyłabym się tego, albo zajęłoby mi to wiele lat. Teraz wiem co jest dla mnie w życiu najważniejsze, co jestem w stanie poświęcić, a czego nie. Praca, kariera, wszystko jest bardzo ważne, ale nie za wszelką cenę, najważniejsze jest życie, wszystkie jego aspekty. Teraz czas na nową przygodę.

Z racji zawodu większość czasu przebywam wśród mężczyzn, często starszych. Byłam jedyną kobietą w kilkunastoosobowym zespole, na początku wymagało to od wszystkich ciężkiej pracy żeby odzwyczaić się od mówienia Panowie, co wiązało się ze sporą ilością zabawnych sytuacji.

Przyzwyczaiłam się do tego i jest to dla mnie normalne towarzystwo, jednak taki stan ma również swoje wady. Brakuje mi rozmów o pracy, karierze z kobietami. Często brakuje mi kobiecego punktu widzenia.
Brakuje mi kontaktu z innymi młodymi kobietami, które mają podobne wątpliwości. Coraz więcej jest książek o karierze kobiet, są to bardzo przydatne materiały i pewnie o wielu tu wspomnę, jednak wszystkie dotyczą sytuacji kobiet starszych, które w biznesie są od wielu lat, a swoją karierę zaczynały w zupełnie innych czasach, zdecydowanie trudniejszych.
Brakuje mi miejsca dla kobiet, które dopiero próbują odnaleźć się na rynku pracy, ale które mają większe ambicje niż w świętym spokoju przeczekać czas do emerytury. Dla kobiet, które chcą czegoś więcej od swojego życia i gotowe są po to sięgnąć. I mam nadzieję, że ten blog stanie się właśnie takim miejscem.